czwartek, 31 października 2013

Od Nezumiego

Zachichotałem na wspomnienie wczorjszego dnia. Nie, żebym kochał widzieć Shino w takim stanie, ale Eagle dostarczył mi niemałej rozrywki.
- Oż kur*a, ale mnie łeb napier*ala - mężczyzna podciągnął się niepewnie na rękach na łóżku.
- Cóż, nawet nie pytam, ile butelek poszło - nie kryłem śmiechu.
- Co... po dziewiątej straciłem rachubę, ał-ał-ał... a właściwie, to co ty tu robisz? - Eagle nie wydawał się być zadowolony moją obecnością.
- Nie jestem tobą, jak widzę, że laska ciagnie faceta po bruku to pomagam - stwierdziłem.
- Jak znowu la... - i w tym momencie dotarło do niego, o kim mówiłem.- Nie, ta kurw... ała! - Eagle chwycił się za głowę przez zbyt dźwięczny głos. Może i nie byłemzbyt solidarny w tej chwili, ale napawała mnie każda sekunda widoku cierpiącego mężczyzny.
- Powiedz, że to nie była...
- Imala? Owszem - odpowiedziałem, ksztusząc się ze śmiechu. Imala była siostrą Eagle'a. Może i nie z krwi (tego nikt nie był w stanie powiedzieć, nawet oni), ale na pewno emocjonalnie. - No, powiem, że w tej sukience wyglądała o tak - cmoknąłem, przyłożywszy pięść do ust. Reakcja Eagle'a była bezcenna.
- A ty co, wykopał cię szczeniak? - Eagle powoli wracał do siebie. Trzeźwiał znacznie szybciej niż normalny człowiek. Przynajmniej psychicznie.
- Nie, szczeniak, tylko Shino. I nie, ta cholerna suka cesarzowej mnie nie chce zostawić samego. Miałem jej już na tyle dość, że wolałem opuścić Shino, bo i tak spał.
- Suka cesarzowej? No, no, mam godnego następce.
- Spieprzaj - syknąłęm, podnosząc się z krzesła. Widziałem, że Eagle mimowolnie odsuwa się trochę do tyłu.
- Cześć, mogę na chwilę? - wreszcie w drzwiach pojawiła się dziewczyna. Już od jakiegoś czasu widziałem ją kątem oka na korytarzu przez szparę, ale wydawało mi się, że sie waha, czy powinna wejść.

sobota, 26 października 2013

Od Aiko

Po wyjściu cesarzowej usiadłam na krześle przy łóżku panicza Shino. Jego towarzysz najwyraźniej pomógł mu zasnąć, bo już po pięciu minutach oddech dziedzica wyrównał się znacznie. Nezumi odsunął się od niego i cicho się do mnie zbliżył.
- Możesz już iść – szepnął, a zabrzmiało to niemal jak rozkaz
- Nie – pokręciłam stanowczo głową – Nie mogę sprzeciwiać się poleceniom cesarzowej – chłopak chciał zaprotestować, ale uciszyłam go jednym spojrzeniem – Ty też nie możesz tego zrobić
- Wiem – warknął, a potem westchnął ciężko – Siedź tu skoro musisz, ale nie wtrącaj się i nie przeszkadzaj
- Zrobię tylko to, co do mnie należy – zapewniłam słodko
Facet prychnął i bez słowa wrócił do cesarskiego syna. Mijały minuty, godziny, podczas których nic się nie działo. Jednakże to była cisza przed burzą….
Około jedenastej dziedzic zaczął cicho pojękiwać. Nezumi od razu rzucił się go uspokajać. Jego starania dały jednak odwrotny skutek. Chłopak go nie poznawał. Nie wiedział gdzie jest i co się dzieje. Jęki zmieniły się we wrzaski pełne bólu i rozpaczy, a ciałem dziedzica wstrząsały silne dreszcze.
- Co jest grane do cholery! – warknął Nezumi, nic nie rozumiejąc – Czemu on musi mieć tak realistyczne koszmary?!
- To nie koszmary – powiedziałam, bezszelestnie zbliżając się do łóżka
- Więc co?! – wrzasnął – Oświeć mnie mądralo!
- Panicz Shino ma dreszcze – powiedziałam – Majaczy. To mogą być zaczątki poważnej choroby…
- Ale on przecież nie wychodzi poza mury pałacu! – przerwał mi – Skąd ta choroba? Czemu tylko Shino jest w takim stanie!
- Mogły ją spowodować ostatnie wydarzenia… - zastanowiłam się – Z tego, co słyszałam nie był w najlepszym stanie. Mógł się od tego pochorować
- Skoro o tym wiesz to nie rób wykładu tylko mu pomóż! – naskoczył na mnie
- To daj mi się skupić i odsuń się – powiedziałam cicho
Facet popatrzył mi na moment prosto w oczy, po czym zrobił parę kroków w tył, dając mi pole do manewru. Położyłam dziedzicowi dłoń na czole żeby sprawdzić jak wysoką ma gorączkę, a drugą ręką szybko zbadałam mu puls. Z paniczem było źle, ale nie tragicznie. Właściwie jego stan z każdą chwilą się poprawiał pod wpływem ciepła… wypływającego z moich rąk! Nie wiedziałam jak, ale udało mi się stopniowo uspokoić chłopaka. Gorączka i dreszcze też powoli ustawały. Po jakimś czasie panicz Shino zapadł w mocny, spokojny sen. Upewniwszy się, że wszystko w porządku, odsunęłam się od niego i zwróciłam w kierunku Nezumiego, który ze zdenerwowania miotał się po całym pokoju, klnąc pod nosem.

od Eagle

Po spotkaniu z pyskatą szczeniarą "ze dwora", jak miał to w zwyczaju określać Masamune, nieco pogorszył mi się humor. Nie oznacza to, że straciłem go zupełnie.
- Może rybkę? - spytał mnie duch z rozbrajającą wręcz miną. Wziąłem od niego łososia ze śmiechem.
- Powiedz tylko, że nie wpakowałeś jej do wiadra wasabi tak jak ostatnio - zawachałem się przez zjedzeniem.
- Niestety nie. Chociaż wolałbym - odpowiedziałem jedynie westchnieniem. Siedzieliśmy chwilę w ciszy na tatami, gdy wreszcie Masamune zaczął nucić.
- ... Dziób, pełny mieć dziób, usmaż go lub...
- Jak ci walnę...
- . w dziób, od jaja po grób... - nie byłem pewny, czy duch mnie nie słyszał, czy tylko ignorował.
- Masamune! - uderzyłem ręką w stół. Ten dopiero teraz zauważył, żźe mi to przeszkadza.
- O, przepraszam. Strasznie wchodzi w ucho ta nowa piosenka w radiu.
- To coś leciało w radiu? Co z tym światem...
- A reklamy Heynau ci nie przeszkadzają?
- Tego nie powiedziałem. Może masz ochottę na małe polowanko? - przyszedł mi do głowy pewien pomysł.
- A to zależy, w jakim towarzystwie.
- Ja, ty, Nezumi i może Ichiru o ile jest wolny - mój uśmiech mówił duchowi wszystko.
- W takim razie wchodzę w to. Jakiś szczególny łup masz na myśli?
- Jedynie słuszna "Różowa landrynka" - odpowiedziałem już w oknie. Już dawno mnie nie było na "polowaniu na świnie". Tak, to kolejne powiedzonko Masamune.

"Różowa landrynka" była jedną z najlepszych knajp "a'la burdello", a dziewczęta prezentowały się najokazalej. Weszłem wejściem pozabramkowym, przeznaczonym dla klientów tak stałych, że niemal domowników. Przemknęliśmy we trójkę z Masamune i Ichiru do mojego stolika. Trochę żałowałem, że Nezumi nie chciał z nami iść. Zawsze najlepsze kawały były z jego relacji damsko-męskich. Wkrótce podeszła do nas dziiewczyna w jedynie słusznym stroju rozwichrzonego kimona do połowy uda.
- Czegoś wam trzeba, chłopcy? spytała z "firmowym" uśmiechem. Już miałem odpowiedzieć, gdy zdębiałem.
- ... Ty! - wstałem z krzesła z niemałym dziwieniem, którego nawet nie próbowałem kryć. Powoli zaczynał mi się przestawać podobać ten dzień.

Od Shino

Obudziłem się przez pukanie do drzwi. Otworzyłem powoli oczy i zauważyłem, że leżę na poduszce, a Nezumi coś pisze przy prawie zaciemnionym świetle lampy.
- Ktoś puka - zauważyłem. Nezumi spojrzał na mnie, dopiero teraz zauważając, że nie śpię.
- Nie chciałem, żeby ci przeszkadzali. Wpuścić? - spytał, wstając. Kiwnąłem tylko głową. Nezumi nie zdąrzył jeszcze otworzyć dobrze drzwi, gdy w pokoju pojawiła się moja matka.
- Shino, kochanie, nic ci nie jest? Te fajtłapy dopiero teraz mi powiedziały, to niewiarygodne. Mam nadzieję, że to się nie powtórzy. Wiesz, jak tylko usłyszałam, skojarzyło mi się z...
- Iro - uspokoiła ją towarzysząca duszyca w zachodnim stroju.
- O!... przepraszam. Jak się czujesz, skarbie?
- Ja... - zawahałem się, co powinienem odpowiedzieć. Chciałem spokoju, a moja matka poza licznymi zaletami miała jedną, za to ogromną wadę - gadatliwość. Mówiła, ile tylko mogła, a gdy kończył jej się temat, znajdowała sobie kolejny. Ilion kiedyś porównał ją do "Beniowskiego", ktokolwiek to był. - Już mi lepiej - w końcu odpowiedziałem jak najbardziej opanowanym tonem.
- Może chcesz jakąś dwórkę? Wiesz, kobiecie zawsze lepiej zrozumieć delikatne serce. Nie, żebym nie chciała ci pomóc, zawsze mam czas dla swojego synka, ale jednak różnica wieku może ci przeszkadzać i...
- Cesarzowo - przerwała jej towarzysząca dwórka, ta sama, która była wcześniej ze mną na lekcji.
- Oj, tak, tak. Aiko, a może ty tu zostaniesz? Taka miła osóbka, jak ty...
- Mamo - byłem zmęczony całą dyskusją.
- Dalej twierdzę, że to dobry pomysł. Aiko, na pewno się tu przydasz - oznajmiła, po czym wyszła w towarzystwie duszycy, zostawiając bogom ducha winną dziewczynę.
- I dlatego właśnie próbowałem wszystko zataić, kotku - wymruczał mi do ucha Nezumi, siadając na łóżku i przyciągając do siebie.
- Ale przecież...
- Potem - Nezumi nie dał mi dokończyć zdania. - A teraz śpij - zasłonił mi oczy, używając jednej z broni duchów - sugestii. Nie potrzebowałem dużo czasu, by zupełnie odejść od świadomości.

poniedziałek, 21 października 2013

Od Aiko

Siedziałam w komnacie przy cesarzowej Iromiku kiedy do środka wpadł posłaniec. Był zdyszany i podenerwowany. 
- Cesarzowo...- skłonił się głęboko 
- O co chodzi Taro? - zapytała władczyni 
- Nauczyciel Yuu został pojmany - zakomunikował 
- Jak to? - zdumiała się cesarzowa. 
Taro milczał. 
- Za co go aresztowano? - głos cesarzowej Iromiku stał się twardy, a spojrzenie lodowate. 
- Podobno skrzywdził paniczna Shino - wydukał posłaniec 
Władczyni zerwała się na równe nogi. 
- Kiedy? - spytała tylko 
- Parę godzin temu....
- I dopiero teraz mnie informujecie! - krzyknęłam - Postradaliście rozum?! - facet skulił się pod wpływem spojrzeniem rozsierdzonej kobiety. Postanowiłam, że najwyższy czas na interwencję. Podeszłam do cesarzowej i skłoniwszy się, powiedziałam łagodnie. 
- Spokojnie, pani. Paniczowi Shino na pewno nie stało się nic poważnego... Inaczej na pewno zostałabyś natychmiast poinformowana - przekonywałam, a Taro potakiwał mi ruchem głowy. 
- Mimo to muszę natychmiast zobaczyć się z Shino - powiedziała cesarzowa, ale poznałam, że nie gniewa się już. 
Na twarzy władczyni widać było jedynie niepokój i troskę o syna. 
- Oczywiście - skłoniłam się 
- Pójdziesz ze mną Aiko - nakazuje jeszcze - Możesz okazać się pomocna. 
- Jak sobie życzysz, pani 
Powiedziałam i wyszłam z komnaty tuż za cesarzową. 

Od Yuki

Byłam wściekła zachowaniem szpiega. Jak on mógł tak się do mnie zwracać?! Skoro potrzebował mojej pomocy to chyba powinien o nią poprosić i w miarę się zachowywać, a on…?! Całkowicie wyprowadził mnie z równowagi. Hawk widocznie to zauważył, bo położył mi dłoń na ramieniu i powiedział:
- Nie przejmuj się nim panienko. Eagle to dość ciężki przypadek.
- Widać – mruknęłam, uspokajając się trochę – Zastanawia mnie tylko, dlaczego cesarstwo dało mu aż tyle władzy….
- Czasem jest przydatny – wyjaśnił chłopak i uśmiechnął się lekko – Choć jeśli chodzi o załatwienie czegoś dyplomatycznie to sobie nie radzi. Ja na jego miejscu zaprosiłbym taką damę do swej komnaty i poczęstował herbatą.
- Jeszcze możesz to zrobić – odwzajemniłam uśmiech i ruszyłam korytarzem za moim przewodnikiem.
Lubiłam Hawka, on jeden potrafił mnie uspokoić i rozbawić w trudnych sytuacjach. W jego komnacie bywałam już wiele razy i widziałam jego kolekcję pistoletów. Wiedziałam gdzie chowa swoje najwartościowsze skarby. Nie znaczyło to oczywiście niczego szczególnego. Nic nas nigdy nie łączyło. Zawsze byliśmy raczej jak brat i siostra. Poza tym wyczuwałam, że jest szczery i niczego przede mną nie udaje. To rzadkość w tych czasach…
Usiadłam przy niewielkim stoliku i czekałam, a Hawk krzątał się wkoło, przygotowując herbatę. Po kilku minutach podał mi filiżankę, po czym usiadł nieopodal.
- To jak? Pomożesz nam? – zagadnął delikatnie
- Spróbuję – przyznałam – Ale nie jestem pewna czy się uda… Ojciec jest szanowany, ale nie może do niczego zmusić waszego Iliona.
- Ale może go przekonać…
- Może spróbować – przerwałam mu – Ale nie obiecuję, że przywiezie go ze sobą
- Jeśli nie, jesteśmy w czarnej dziurze – westchnął Hawk, a w jego oczach zauważyłam niepokój
- Lepiej pójdę do ojca – powiedziałam, wstając – Trochę potrwa zanim go przekonam, więc lepiej już zacznę.

od Nezumiego

Shino leżał z głową na moich kolanach, oddychając już prawie miarowo. przeczesałem palcamy jego delikatne włosy i uśmiechnąłem się lekko sam do siebie. Zauważyłem w oknie dosyć charakterystyczny cień, więc tylko westchnąłem i ściągnąłem głowę Shino ze swoich kolan, podkładając poduszkę na ich miejsce.
- Co jest? - spytałem na balkone. Nie musiałem się odwracać od widoku księżyca, by wiedzieć, kogo mam za plecami.
- Ty zawsze taki nieuważny? - poczułem zimny dotyk w okolicach ostatniego żebra.
- Nie zrobisz tego, nie masz po co - stwierdziłem, nawet zbytnio nie przejmując się. Eagle za mną się zaśmiał.
- Jak zwykle w sedno. Myślisz prawie jak kot - wiedziałem, jak wielkim komplementem było u Eagle'a porównanie kogoś do kotów, choćby i przez kontrast.
- Więc, o co chodzi? - powróciłem do pierwszego tematu.
- Ze sczenięciem wszystko w porządku?
- Tak, sądzę, że powinno mu przejść dość szybko - była to prawda, przynajmniej częściowa. - Mimo wszystko, ma silniejszą psychikę, niż mu się wydaje.
- Ale słabszą, niż ty to oceniasz - Eagle nie wydawał się być bezstronny. Zachichotałem krótko.
- Czyżbym o czymś nie wiedział?
- O wielu rzeczach, szczenię. O wielu rzeczach - nie skomentowałem. Nie kojarzyłem jednej osoby przed trzydziestką, która nie byłaby "szczenięciem" w oczach Eagle'a. Nawet dowódcy Ptaszarni, choć nie bezpośrednio nazwani, byli dla niego na tym samym poziomie. Nie, żeby mi to zbytnio przeszkadzało. 
- Za to ja chyba wiem coś ciekawego.
- O, a cóż to za wspaniała nowina? - zironizowałem, chociaż zrzerała mnie ciekawość, co też Eagle może mi chcieć powiedzieć z własnej inicjatywy bez alchemicznej wymiany ekwiwalentnej.
- No, tobie chyba nie muszę tego mówić. Prawda, ogierze? - na ustach mężczyzny widziałem malujący się tryumf.
- Ja tobie o Temari też nie - odparowałem z jeszcze większym uśmiechem i wszedłem z powrotem do pokoju, zamykając za sobą drzwi.

Od Eagle'a

- Eagle! Co ty do cholery wyprawiasz! - a mogło być tak pięknie.
- O, Hay - z rezygnacją wypuściłem dziewczynę. Jedyne pocieszenie stanowiła jej mina, gdy próbowała złapać oddech.
- Też się cieszę, że cię widzę - westchnął Hawk. - Pytałeś ją już?
- Właśnie miałem to zrobić, gdy ktoś mi brutalnie przerwał - odpowiedziałem ze znaczącym uśmiechem.
- Ty normalnie jesteś niereformowalny - Hawk przeszedł obok mnie, klepiąc mnie po ramieniu. - Więc - zwrócił się do dziewczyny. - jak już Eagle mówił, bądź i nie, potrzebujemy twojej pomocy.
- Nie, żeby coś się stało, jak znajdzie się jedna więcej ofiara wojenna - dodałem kąśliwie. Szczeniara naprawdę jeździła mi po nerwach. Co więcej, zdecydowanie wolałem poparcie Nezumiego, z którego można było mieć zupełnie spory zysk, jak jakiejś szlacheckiej dupy.
- Eagle! Dosyć tego. Sam mówiłeś, że Ilion nam ratuje tyłki. I to dość poważnie.
- Jaki znowu Ilion, o co chodzi? To nie jest niiońskie imię - zauważyła (jakże spostrzegawcza). Aż prychnąłem ze śmiechu, na co oberwałem od Hayato z łokcia w bok. Nie, żeby bolało, ale uciszyłem się i tak, dając mu mówić.
- Ilion jest kreskim konstruktorem, z którym już od dość dawna współpracuje nasza armia. Jakiś rok temu wyjechał z celach rodzinnych i staremu się najwyraźniej nie śpieszy z powrotem.
- I co ja niby mam z tym wspólnego?
- Mówiłem ci, że nie warto - westchnąłem. - To i tak cud do podręczników, że takie coś przeżyło na tym świecie te całe dziesięć lat.
- Eagle! Do cholery jasnej, za chwilę tu dojdzie do rękoczynu! - Hawk machnął na mnie pięścią, celowo nie trafiając. Odskoczyłem ze śmiechem jakieś dwa metry w tył.
- Dobrze, już dobrze. Kontynuuj, bo aż jestem ciekawy, w którym momencie pojawi się jakaś biała komórka. Bo na szare nie ma co liczyć - ze śmiechem obserwowałem, jak dziewczyna waha się wewnętrznie między oburzeniem, urażoną dumą, a czymś, co jest odpowiednikiem instynktu samozachowawczego u najbardziej prymitywnych istot żywych.
- Twój ojciec ma duże wpływy w Kresii, prawda? Chcemy, żeby poprzez swoich ludzi sprowadził nam Iliona z powrotem.
- Ale ja przecież... - nie dałem jej dokończyć.
- Idę zobaczyć, co z cesarskim szczenięciem i plikami od Owla. Trzymaj się, jedyna istoto myśląca! - machnąłem przez plecy Hayato. W moim kierunku poleciał but, nawet do końca nie byłem pewny, czyj. Bez problemu do ominąłem. Wyszedłem przez okno na podbudówkę i udałem się księżycowym szlakiem po dachach, aż do okna cesarskiego szczenięcia.

niedziela, 20 października 2013

Od Yuki

Opuściłam pokój Shino z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony denerwowało mnie, że zostałam wyproszona z pokoju. Co prawda bardzo grzecznie i w ogóle, ale jednak... Z drugiej strony cały czas martwiłam się o narzeczonego i żadne jego zachowanie nie potrafiło tego zmienić. Bałam sie, że to coś naprawdę poważnego i nawet upragniona samotność nie pomoże Shino się pozbierać.
Dręczona takimi myślami nie zauważyłam nawet kiedy tuż przede mną zmaterializowal się jeden z cesarskich szpiegów. Dostrzegłam go dopiero kiedy odezwał się oschlym tonem. 
- Jest interes 
- Słucham? - uniosłam brwi ze zdumienia 
- Powiedziałem, że mam do ciebie interes, sikso - powtórzył dobitnie, a ja stężałam na samo wspomnienie kłótni z Nezumim 
- Jeśli nie będziesz uważał na słowa to moją pomoc otrzymasz jedynie w marzeniach - syknęłam 
- Jaka drażliwa! - zawołał z przekąsem - Cóż się dziś stało naszej księżniczce? Narzeczony nie obsypał różami? 
Nie odpowiedziałam tylko odwrócilam się na pięcie i odeszłam z wysoko podniesioną głową. Nie zaszłam daleko. Szpieg zmaterializowal się tuż przede mną i chwytając za ramiona, mocno przyszpilił do ściany. W jego oczach pojawiły się złowrogie iskierki.
- Pomożesz mi mała sikso albo nie zostanie z Ciebie wiele.... 
- Eagle! Co ty, do cholery wyprawiasz? - chłopak odskoczył jak opatrzony, słysząc męski głos za swoimi plecami. 

środa, 16 października 2013

Od Eagle

Ziewnąłem przeciągle, gdy Nezumi wyszedł z dzieciakiem cesarskim. Przeciągnąłem się i zauważyłem kątem oka, że Yuu, a właściwie Yuchimov, próbuje się doczołgać do drzwi pokoju nauczyciela. Kopnąłem od tyłu krzesło, które przejechało przez pół sali i trzasnęło z hukiem o futryny, omal nie rozpadając się na pół. Zauważyłem w oczach mężczyzny strach. Uśmiechnąłem się zadowolony. Uwielbiałem przerażenie swoich ofiar, karmiłem się nim.
- Nie jesteś zbyt wielkim optymistą? - spytałem z rozbawieniem. Ten tylko wstrząsnął się w dreszczu. Patrzył się na laptopa, leżącego jeszcze jakimś cudem nieruszony na stole. - A, tak, dziękuję za przypomnienie - wyłączyłem komputer i schowałem go do torby pod płaszczem. Mało kto rozumiał, dlaczego nosiłem długi płaszcz nawet pomimo upału. Wbrew opinii nie było mi w nim gorąco, a schowane pod nim przedmioty nigdy nie powinny być dostrzegalne dla ogółu. W końcu, kto czuje się bezpiecznie obok faceta z czterema sztyletami, pistoletem i krótkim mieczem? Nawet, jeśli miałem przy pasie długą katanę, jak teraz, nie wzbudzało to zbyt wielkiego zamieszania, było tylko oznaką wysokiego statusu. Wreszcie pojawiły się psy. Ich szef tylko zerknął na mnie, a ja kiwnąłem mu i wyszedłem. Nie widziałem potrzeby tłumaczenia się mrówkom. Wskoczyłem przez mur na drzewo, a poprzez nie na dach niskiego pałacu. Zawsze poruszałem się zapomnianymi zaułkami i po dachach, jak kot. Z resztą, moim mistrzem Cieniem był Kot, więc nic w tym dziwnego nie było. Pogoda była wręcz wspaniała na wędrówkę, słońce rzucało dużo mocnych cieni, nie wymuszających na mnie niemal w ogóle używania zaawansowanych technik.
- Cześć, Ken! - wskoczyłem przez okno do biura Owla. Był dowódcą-naukowcem i zajmował się zazwyczaj analizą techniczną informacji, które potrzebowałem mieć szczegółowo omówione.
- Eagle! - po twarzy mężczyzny przemknął cień strachu. Znowu udało mi się go złapać na gorącym uczynku. Owl, pomimo swoich wielu zalet, miał również jedną, ale za to znaczącą, wadę - zamiłowanie do wszystkiego, co obce. Nie zdziwiłem się więc, gdy mignął mi tytuł naprędce chowanej przez niego książki. Nie wiedziałem, co on oznacza, ale napisany był kwadratowym pismem z Rossirji. Zaśmiałem się ze szczerą wesołością.
- Masz czas, prawda Ken? - spytałem. Owl nie cierpiał, gdy tak do niego mówiłem. - Sprawdź mi, co możesz zrzucić z tego komputera, dobra? - wyłożyłem na kawałek wolnego biurka laptopa Yuchimova.
- A nie możesz się zapytać poprzez Nezumiego panicza Shino? Dobrze wiesz, że zdecydowanie lepiej zna się na elektronice - stwierdził, przechodząc do stanowiska z jakimiś bulgoczącymi chemikaliami. Podniósł lekko przykrywkę, po czym założyl ją z powrotem, niezadowolony z efektu.
- Nie tym razem. Szczeniak przez najbliższe dni będzie zupełnie bezużyteczny - stwierdziłęm.
- Eagle... - wiedziałem, że zaczął właśnie swoją gadaninę. - Po pierwsze, to nie szczeniak, tylko panicz Shino. A po drugie - Markus, sprawdź mi bacesilicum - nie zapominaj, kto cię wziął do - i co? - domu cesarskiego i dzięki komu - dobra, przełóż je na pożywkę - masz swojo futro w jednym kawałku. O nie tu, na inscemicum - Owl podbiegł i złapał w ostatniej chwili jakąś papkęzanim wleciała to białawego śluzu. Jego duch, Marcus deGaule wydawał się być speszony swoją pomyłką.
- Przecież ustalaliśmy, że najpierw robimy próbę bezwarunkową, prawda? - Owl zsunął z palety poprzednio uratowaną papkę doczegoś, co dla mnie wyglądało identycznie do tego pierwszego, ale najwyraźniej było czymś innym. - Dobra, Eagle, potrzebujesz coś jeszcze? - spytał mnie, zerkając przez ramię.
- Nie przypominam sobie, zakończyłem większość ostatnich tropów - odpowiedziałęm wzruszając ramionami.
- Czyli masz czas, tak?
- A co? - spodziewałem się najgorszego.
- Mógłbyś to dla mnie ponosić kilka dni? - podał mi coś, co podejrzewałem o bycie rękawiczką. Przy charakterze Owla ni było jednak pewności nigdy, jeśli chodziło o jego wynalazki. - Sprawdź ją na wytrzymałość. Hayato ostatnio narzekał, że rękawice lekkiej piechoty są za mało wytrzymałe i wielkie, więc spróbowałem ze sprasowaną superfibrą. Mam nadzieję, że wytrzyma.
- Co dokładnie chcesz sprawdzić? - chciałem się upewnić.
- Wytrzymałość, wygodę, odporność na pot i temperaturę i próbę noży - odpowiedział mi. Skinąłem tylko, wziąłem rękawiczkę do ręki i wyskoczyłem przez okno na dach poniżej.

wtorek, 15 października 2013

Od Shino

Nie do końca rozumiałem, co się wokoło mnie dzieje. Yuki była ostatnią osobą, którą chciałbym w tej chwili widzieć - w chwili słabości, bezbronny niemalże. Nie chciałem, żeby się kłóciła z Nezumim.  Położyłem rękę na jej i już miałem coś powiedzieć, gdy zaczęła się bawić moimi włosami. Głos ugrzązł mi w gardle, ale na szczęście zebrałem się na siłę, by go z powrotem odnaleźć.
- Yuki... - zacząłem, niezbyt pewny, jak ubrać w słowa to, co chciałem jej przekazać,by nie zrozumiała mnie opacznie. - Możesz mnie zostawić samego? - w końcu spytałem. Byłem świadomy, jak to brzmi, ale nic innego nie chciało wyjść z moich ust. Dziewczyna zesztywniała na chwilę. Widziałem, że przyjęła moja słowa w najgorszy możliwy sposób.
- Oczywiście - w końcu odparła nieco szorstko i wyszła. Nezumi odprowadził ją wzrokiem z błyskiem zwycięstwa. Zaległa cisza, którą przerwał dopiero Nezumi.
- Kotku? - zapytał, a ja skrzywiłem się na skojarzenie dwóch osób i tego samego słowa. Chłopak cofnął się krok, a ja zorientowałem się, że znowu ktoś nie zrozumiał, co chciałem przekazać. Zawsze tak było, ale zazwyczaj chociaż Nezumi wiedział, jakie były moje prawdziwe intencje. Nie tym razem.
- Nezumi... przepraszam - wymamrotałem. - To nie o to chodzi - wstałem z łóżka i chwiejnym krokiem podszedłem do niego. Zachwiałem się i Nezumi złapał mnie w ostatniej chwili.
- Wszystko w porządku? - pokiwałem tylko głową. - Wszystko będzie dobrze - brunet pocałował mnie lekko we włosy, przytrzymując przy sobie.
- Nezumi...? - zawahałem się, czy pytanie było tym, które mogę zadać.
- Tak?
- Ty... ty mnie nie zostawisz, prawda? Wiesz, że ja nie chciałem... - głos mi uwiązł w gardle, nie mogłem dokończyć. Nezumi tym razem wpasował się w mój tok rozumowanie i od razu zorientował się, o czym mówię. Poczułem, jak jego mięśnie sztywnieją, a pięść zaciska się na moim ramieniu, pozostawiając czerwony ślad przekrwienia.
- Kiedy? - spytał w końcu. Nie mogłem odpowiedzieć na to pytanie. Schowałem głowę w jego koszuli, nie tamując już łez. Zrozumiał, że trochę przesadził, bo rozluźnił uścisk i ponownie pocałował mnie we włosy.
- Przepraszam, mały - wymruczał.
- Nezumi... - zacząłem, a on tylko mruknął nieartykuowanie, dając mi do zrozumienia, że mnie słucha. - Już zachodzi słońce - stwierdziłem. Wiedziałem, że Nezumi ukochał sobie zachody, kiedy cienie są najdłuższe.
- Oczywiście - wymruczał mi do ucha niskim tonem.

Od Yuki

Przesłuchania jeńców zawsze źle na mnie działały. Byłam psychicznie wyczerpana i postanowiłam skorzystać z zaproponowanej przez cesarzową Iromiku gościny. Pospiesznie opuściłam więzienia i udałem się do ustronnej części pałacu gdzie znajdował się mój pokój. Mniej wiecej w połowie drogi usłyszałam podejrzane odgłosy z jednej z komnat, a po chwili jej drzwi się otworzyły. Zobaczyłam Nezumiego, który szparkim krokiem opuścł komnatę i skierował się w stronę cesarskich apartamentów. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że chłopak niesie na rękach cesarskiego syna, który wyglądał na bliskiego omdlenia. Na jego twarzy malowało się przerażenie, a z oczu wyzierała panika....
- Shino! - zawołałam zatroskana 
Nezumi mnie usłyszał i przystanął niechętnie.
- Co się stało? - zapytałam, wskazując narzeczonego - Dlaczego on jest w takim stanie? 
- Dziedzic potrzebuje odpoczynku - burknął wymijająco, chcąc żebym się odczepiła 
- Widzę - warknęłam - Ale chcę wiedzieć dlaczego 
- Ja też - wściekł się - A nie dowiem się tego jeśli taka jedna perfidna siksa nie odczepi się od Shino raz na zawsze! - Nezumi wyraźnie stracił cierpliwość
Miałam zamiar mu odpyskować, że prędzej przejdę na stronę Rossorji niż pozostawię narzeczonego i że nie ma prawa mówić mi co mam robić, a czego nie, ale spostrzegłszy błagalne spojrzenie Shino w porę ugryzlam się w język. 
- Zanieś Shino do apartamentów - poprosiłam słodko - Musi odpocząć zanim powie nam co się stało
- Jak to "nam"?! - wydarł się - Nie chcę cię tam widzieć! 
- Na szczęście to nie ty o tym decydujesz - odparłam spokojnie 
Nezumi zazgrzytał zębami ze złości, ale nie miał wyboru i ruszył w kierunku apartamentu. Szedł szybko, myśląc chyba, że mnie zgubi, ale coś nie bardzo mu to wyszło. Wreszcie doszliśmy we właściwe miejsce. Otworzyłam drzwi komnaty tak by chłopak mógł swobodnie wnieść dziedzica. Nezumi położył Shino na wielkim łóżku po czy usiadł sztywno na jego skraju. Ja przysiadłam nieco bliżej, a narzeczony niemal odrazu złapał mnie za rękę. Nie protestowałam, widząc, że to go uspokaja.  Zaczęłam delikatnie głaskać chłopaka po ciemnej czuprynie i szeptać czułe, uspokajające słowa. Nezumi przyglądał się temu wręcz nienawistnym wzrokiem, ale ignorowałam go. Teraz liczył się tylko Shino. 

Od Nezumiego

Gdy zorientowałem się, że Shino zupełnie nie kontroluje tego, co się dzieje, było już niemal za późno. Zignorowałem zupełnie starającą się zwrócić na mnie uwagę dziewczynę i puściłem się pędem do sali lekcyjnej. Na skraju mojej świadomości zobaczyłem obraz całującego Yuu. Przyspieszyłem, krew się we mnie gotowała. Wpadłem jak burza, ale najwyraźniej nie byłem już potrzeby. Na środku pokoju stał Eagle z uśmieszkiem pogardy na twarzy. Trzymał w ręku długą, wąską katanę, ale nie dostrzegłem na niej śladu krwi.
- Żyjesz? - spytał Shino. W jego głosie nie było szacunku, ale na szczęście nie wyczuwałem też niczego innego prócz pewności siebie i radości z możności walki, choćby tak skrawkowej. Shino tylko pokiwał, zbyt przerażony, żeby cokolwiek powiedzieć. Widziałem w jego, zwykle pogodnych i delikatnych oczach koloru kruczych skrzydeł, że jest w panice. Eagle zauważył mnie i lekko usunął się, dając mi znak, żebym uspokoił jakoś dziedzica.
- Pilnowałem go już od dłuższego czasu - stwierdził. Wiedziałem, że mówi tylko do mnie i że ma na myśli Yuu. Między mną a Eagle'em nie było większych więzi emocjonalnych, ale dość często wymienialiśmy się przydatnymi dla drugiej strony informacjami, więc dość dobrze się dogadywaliśmy. - Dopiero dzisiaj rano dostałem wiążące dowody, a wcześniej była tu siksa cesarzowej - pomimo dosyć wulgarnego języka nie miał zatargu z Aiko. Pamiętałem ją, bo dość długi odcinek czasu Eagle podejrzewał ją o agenturę, co oczywiście było nieprawdą.
- Nie zabiłeś go? - było to raczej formalne pytanie z lekką dozą ciekawości. 
- Po co? Zdrajcy nie są godni szybkiej śmierci - uśmiechnął się, a ja zerknąłem na niego kątem oka, starając się przekazać niewerbalnie, żeby zszedł z tonu. Shino drżał cały siedząc na moich kolanach. Delikatnie głaskałem go po plecach, mrucząc słowa uspokojenia.
- Wezwałeś już psy cesarskie? - wolałem się upewnić. Nie miałem nic do straży, każdy mówił na nich psy przez duchy pomocnicze pod postacią psowatych.
- Oczywiście, że tak. Będą za jakieś trzy, góra cztery minuty - miał dosyć znaczący ton "jeśli nie chcesz wpakować swojego szczeniaka w przesłuchania teraz, to go stąd zabieraj". Westchnąłem i wziąłem Shino na ręce. Nie zaprotestował, co tylko potwierdzało jego stan.
- Nezu... ja - zaczął, ale go uciszyłem delikatnie.
- Cii... najpierw ochłoń chociaż trochę, potem mi wszystko powiesz, dobrze? - tylko skinął głową. Wyszłem z nim na rękach, starając się wybrać jak najmniej uczęszczaną trasę.
- Shino! - usłyszałem za sobą głos ze sztuczną troską dźwięczącą w sopranowym tonie. Przystanąłem, choć nie byłem zbyt zadowolony.

poniedziałek, 14 października 2013

Od Shino

- Przepraszam, Nezumi – zdążyłem jedynie wymamrotać zanim dziewczyna mnie zaciągnęła do sali lekcyjnej. Znałem ją dość dobrze, choć niezbyt pamiętałem, jak ma na imię. Często jednak spotykałem ją w towarzystwie matki. Przez drogę cały czas przy tym coś mówiła, ale nie słuchałem jej wyjątkowo. Moje myśli zaprzątała przyszła konfrontacja z nauczycielem. Gdy tylko wszedłem do sali, poczułem ruch w kieszeni kurtki. Z dziury wyłoniła się czarna myszka, ledwie widoczna na tle ubrania. Uśmiechnąłem się lekko na widok małego szpiega Nezumiego. Mysz schowała się z powrotem w cień, na szczęście niezauważona przez nikogo innego.
- Co ty sobie, szczeniaku wyobrażasz, co? To, że twoja matka jest porządną kobietą nie oznacza, że mam obowiązek przenoszenia tych uczuć na takiego smarkacza jak ty. Masz szczęście, że jestem na tyle wyrozumiały – prychnął nauczyciel Yuu z pogardą. Podejrzewałem już, czego mogę się spodziewać w najbliższym czasie. Lekcja przebiegła nad wyraz spokojnie. Byłem prawie pewny, że to tylko przez obecność gościa utrzymywała w nauczycielu Yuu maskę przykładnego mentora. Gdy wreszcie po dwóch godzinach zajęcia z matematyki stosowanej dobiegły końca, dziewczyna posłana przez moją matkę wstała i wyszła, nie podejrzewając, by była jeszcze do czegoś potrzebna. W momencie, gdy drzwi się za nią zamknęły, nauczyciel Yuu uśmiechnął się niedwuznacznie. Przełknąłem ślinę.
- Myślałeś, gówniarzu, że ci odpuszczę, co? Twoja mamuśka jest zbyt przewidywalna, żeby cię nie ściągnęła. Trzeba było bardziej się wysilić przy znajdowaniu kryjówki. A teraz, jeśli pozwolisz, kotku, wrócimy do pracy – mężczyzna postawił przede mną laptopa. Skrzywiłem się, wiążąc jego „kotka” ze słowami Nezumiego. Wiedziałem, że teraz obserwuje całą sytuację, a jedyne, co go powstrzymuje przed interwencją do zdrowy rozsądek i chęć dowiedzenia się czegoś więcej.  Byłem w kompletnej panice i było to po mnie widać.
- No już, kotku, bierz się do pracy – ponaglił mnie, kiwając nożem wojskowym na sprzęt. Zamknąłem oczy, próbując się uspokoić. Otworzyłem klapkę laptopa i włączyłem go. Czułem na sobie wzrok mężczyzna, gdy wchodziłem na narzędzie programujące. Jedna linijka. Druga. Trzecia. Zatrzymałem się, szukając oczami drogi ucieczki. Wiedziałem, że już kończę program, a stworzenie go z błędami było jeszcze mniej bezpieczne, niż nie stworzenie go wcale.
- Co jest? Przecież nie masz zastoju literackiego, co? – nauczyciel Yuu stanął za mną i objął mnie ręką w pasie, a drugą, uzbrojoną w nóż przybliżył moją twarz do swojej. – Potrzebujesz motywacji? – spytał, po czym nasze usta się spotkały. Spróbowałem się wyrwać, ale nóż skutecznie odciągnął mnie od dalszych prób. Wiedziałem, jak to się skończy. Nie szukałem tym razem cudów, skoro wcześniej ich nie było. Ku mojemu zdziwieniu cud jednak nastąpił. Czyjaś ręka, a raczej łapa, w ułamkach sekundy rozbroiły i odrzuciły w kąt pomieszczenia mężczyznę. W futrynie dostrzegłem Nezumiego. W jego oczach grało coś na wzór paniki. Paniki o mnie. Nie był pewny, czy podejść, czy czekać na rozwój wypadków.
- Żyjesz? – spytał mnie mój wybawca. Podniosłem do góry głowę i dopiero po chwili rozpoznałem patrzącą na mnie z lekką pogardą twarz.

Od Aiko

Szłam pospiesznie do komnaty cesarzowej, zastanawiając się, co się stało, że zostałam wezwana. Przecież to z rozkazu pani jeszcze pięć minut temu leczyłam rannych żołnierzy, którzy wrócili z pola walki. Co więc skłoniło ją do oderwania mnie od tej czynności? Odpowiedź na to pytania otrzymałam, gdy tylko weszłam do komnaty cesarzowej.
Zastałam w niej nauczyciela Yuu, który wylewał swoje żale przed obliczem naszej, dobrej pani. Musiał byś dość męczący, bo kiedy weszłam cesarzowa natychmiast mu przerwała i zwróciła się do mnie.
- Och, Aiko. Dobrze, że jesteś dziecko – westchnęła ciężko
- Wzywałaś mnie pani – powiedziałam, dygając – Przyszłam najszybciej jak mogłam
- Przynajmniej ty wykonujesz moje polecenia – powiedziała ponuro – Czego nie mogę powiedzieć o moim młodszym synu
- Czy coś się stało paniczowi Shino? – zaniepokoiłam się
- Podejrzewam, że nie, ale stanie się, jeśli dalej będzie unikał lekcji z obecnym tu nauczycielem Yuu
Zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć mężczyzna wtrącił się, wymachując rękami ze zdenerwowania.
- To niedopuszczalne cesarzowo! – krzyczał – Ten chłopiec jest niepoprawny i jeśli się nie poprawi ja nie ręczę za jego wykształcenie
- Czy to znaczy, że zamierzasz odejść? – zapytała cesarzowa lekko spanikowana
- Tak, pani - przyznał
- Zastanów się jeszcze – przekonywała – Shino potrafi dać w skórę, ale nie robi tego umyślnie. Proszę daj mu jeszcze szanse
- W porządku, ale tylko przez wzgląd na ciebie, cesarzowo Iromiku – Yuu skłonił się głęboko
- Dziękuję – cesarzowa odetchnęła z ulgą, a mężczyzna skierował się do wyjścia
Tuż przed drzwiami zatrzymał się i odwrócił.
– Za pół godziny panicz Shino ma się stawić w komnatach do nauki. Jeśli tego nie zrobi, odejdę – powiedział twardo i wyszedł
Kiedy zamknęły się za nim drzwi cesarzowa zwróciła się do mnie.
- Aiko, odnajdź mego syna i doprowadź na nauki, proszę
- Oczywiście, pani – skłoniłam się z szacunkiem i skierowałam się do wyjścia
- Aiko! – odwróciłam się na pięcie – Zostań z nim aż do końca lekcji. Dopilnuj żeby się nie ulotnił. Nie chcę znowu wysłuchiwać narzekań Yuu – na ustach cesarzowej pojawił się delikatny uśmiech
Skinęłam głową i wyszłam z komnaty. Od razu pobiegłam w okolice oczka wodnego. Tak jak podejrzewałam dziedzic siedział tam i obserwował karpie koi, a towarzyszył mu Nezumi.
- Paniczu Shino, tu jesteś! – zawołałam zadyszana
- Co się dzieje, Aiko? – zapytał
- Paniczu, nauczyciel Yuu stracił do Ciebie cierpliwość – zakomunikowałam – Skarżył się twej szanownej matce i zagroził, że odejdzie, jeżeli zaraz nie stawisz się na naukach.
- Och nie…- jęknął dziedzic – Czy po to ciebie wysłała, żebyś mnie tam zaprowadziła? – zapytał domyślnie – Masz ze mną zostać do końca
Skinęłam głową, a chłopak znowu westchnął. Wstał i niechętnie ruszył za mną do komnat nauczyciela.

niedziela, 13 października 2013

Od Nezumiego

Byłem zadowolony z tego, co udało mi się dowiedzieć od starego Kapcia. A on był zadowolony, że nie musiał mi powiedzieć tego, co od niego chciałem. Wątpię, by się domyślił, że żadna z informacji, której mi nie udzielił była mi potrzebna. Nie mniej jednak, rozmowa ze strategiem poprawiła mi i tak już nie najgorszy nastrój. Przeskoczyłem z wysokiego kamienistego krawężnika na kładkę naprędce budowanego pomostu i już po chwili znalazłem się przy Shino.
- Zgadnij, Kotku, jakie wieści - wymruczałem nic nie podejrzewającemu chłopakowi do ucha. Na dźwięk mojego głosu o mało nie wpadł do oczka wodnego, ale go przytrzymałem.
- Nezumi... dobrze, że nie miałem laptopa - nie wydawał się być zadowolony.
- Nawet, gdybyś miał, i tak bym go złapał. Trochę więcej wiary w moje możliwości - zaśmiałem się i przyciągnąłem Shino do siebie. Jego emocje trochę zelżały.
- Więc? Co to za naglące informacje, o których chcesz mnie powiadomić tak bardzo, że ryzykujesz nawet życie mojego sprzętu? - spytał po chwili milczenia.
- Pamiętasz listę gości na najbliższym spotkaniu herbacianym? - spytałem, a Shino kiwnął lekko głową, wodząc wzrokiem za czerwonymi karpiami. Czułem, że ma napięte mięśnie, ale przyzwyczaiłem się już do tego. - Więc, chciałeś wiedzieć, czy twoja ukochana się pojawi z wielce szanowną rodzinką - nie kryłem sarkazmu, bo i po co. Shino dobrze wiedział, jakie było moje nastawienie do jego narzeczonej.
- Nezumi... - w głosie chłopaka wyczułem błagalną nutkę. Był zbyt delikatny, by otwarcie zaprotestować przeciwko moim poglądom, a nie chciał ich zostawić samych sobie.
- Dobrze, już dobrze. Poprawię się, Kotku - wymruczałem mu do ucha i oparłem brodę na jego ramieniu. Nie śpieszyło mi się, reszta informacji mogła poczekać do naszego przyjścia do apartamentu.
- Widziałeś po drodze Nauczyciela Yuu? - spytał po chwili ciszy Shino.
- A powinienem?
- Pewnie mnie teraz szuka. Chciał mieć ze mną teraz lekcję - na jego wyznanie zahihotałem.
- No proszę, wagarowicz. Jak się cesarz dowie, to...
- Nezumi... - zalążek paniki w głosie Shino tylko mnie rozbawił jeszcze bardziej.
- Dobrze, już dobrze,tylko żartuję. Coś się stało, że nie chcesz iść na lekcje? - spytałem już na poważnie.
- No... tak jakby - wahanie w głosie chłopaka podpowiedziało mi, że chodzi o coś poważnego, ale boi się prosić o pomoc. Postanowiłem poczekać do momentu, aż sam mi powie lub wszystko wyjdzie na jaw. Pozostawało mi teraz tylko czekać i bacznie go obserwować. Shino już miał zamiar coś powiedzieć, gdy przeszkodził mu intruz.
- Paniczu Shino, tu jesteś! - mimowolnie sięgnąłem ręką do pasa, gdzie za połą kurtki za chustką ukryty był sztylet.Wątpiłem, by był przydatny, ale wolałem i tak się upewnić, że tam był.