- Co ty sobie, szczeniaku wyobrażasz, co? To, że twoja matka
jest porządną kobietą nie oznacza, że mam obowiązek przenoszenia tych uczuć na
takiego smarkacza jak ty. Masz szczęście, że jestem na tyle wyrozumiały –
prychnął nauczyciel Yuu z pogardą. Podejrzewałem już, czego mogę się spodziewać
w najbliższym czasie. Lekcja przebiegła nad wyraz spokojnie. Byłem prawie pewny,
że to tylko przez obecność gościa utrzymywała w nauczycielu Yuu maskę
przykładnego mentora. Gdy wreszcie po dwóch godzinach zajęcia z matematyki
stosowanej dobiegły końca, dziewczyna posłana przez moją matkę wstała i wyszła,
nie podejrzewając, by była jeszcze do czegoś potrzebna. W momencie, gdy drzwi
się za nią zamknęły, nauczyciel Yuu uśmiechnął się niedwuznacznie. Przełknąłem
ślinę.
- Myślałeś, gówniarzu, że ci odpuszczę, co? Twoja mamuśka
jest zbyt przewidywalna, żeby cię nie ściągnęła. Trzeba było bardziej się
wysilić przy znajdowaniu kryjówki. A teraz, jeśli pozwolisz, kotku, wrócimy do
pracy – mężczyzna postawił przede mną laptopa. Skrzywiłem się, wiążąc jego
„kotka” ze słowami Nezumiego. Wiedziałem, że teraz obserwuje całą sytuację, a
jedyne, co go powstrzymuje przed interwencją do zdrowy rozsądek i chęć
dowiedzenia się czegoś więcej. Byłem w
kompletnej panice i było to po mnie widać.
- No już, kotku, bierz się do pracy – ponaglił mnie, kiwając
nożem wojskowym na sprzęt. Zamknąłem oczy, próbując się uspokoić. Otworzyłem
klapkę laptopa i włączyłem go. Czułem na sobie wzrok mężczyzna, gdy wchodziłem
na narzędzie programujące. Jedna linijka. Druga. Trzecia. Zatrzymałem się,
szukając oczami drogi ucieczki. Wiedziałem, że już kończę program, a stworzenie
go z błędami było jeszcze mniej bezpieczne, niż nie stworzenie go wcale.
- Co jest? Przecież nie masz zastoju literackiego, co? –
nauczyciel Yuu stanął za mną i objął mnie ręką w pasie, a drugą, uzbrojoną w
nóż przybliżył moją twarz do swojej. – Potrzebujesz motywacji? – spytał, po
czym nasze usta się spotkały. Spróbowałem się wyrwać, ale nóż skutecznie
odciągnął mnie od dalszych prób. Wiedziałem, jak to się skończy. Nie szukałem
tym razem cudów, skoro wcześniej ich nie było. Ku mojemu zdziwieniu cud jednak
nastąpił. Czyjaś ręka, a raczej łapa, w ułamkach sekundy rozbroiły i odrzuciły
w kąt pomieszczenia mężczyznę. W futrynie dostrzegłem Nezumiego. W jego oczach
grało coś na wzór paniki. Paniki o mnie. Nie był pewny, czy podejść, czy czekać
na rozwój wypadków.
- Żyjesz? – spytał mnie mój wybawca. Podniosłem do góry
głowę i dopiero po chwili rozpoznałem patrzącą na mnie z lekką pogardą twarz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz