wtorek, 15 października 2013

Od Shino

Nie do końca rozumiałem, co się wokoło mnie dzieje. Yuki była ostatnią osobą, którą chciałbym w tej chwili widzieć - w chwili słabości, bezbronny niemalże. Nie chciałem, żeby się kłóciła z Nezumim.  Położyłem rękę na jej i już miałem coś powiedzieć, gdy zaczęła się bawić moimi włosami. Głos ugrzązł mi w gardle, ale na szczęście zebrałem się na siłę, by go z powrotem odnaleźć.
- Yuki... - zacząłem, niezbyt pewny, jak ubrać w słowa to, co chciałem jej przekazać,by nie zrozumiała mnie opacznie. - Możesz mnie zostawić samego? - w końcu spytałem. Byłem świadomy, jak to brzmi, ale nic innego nie chciało wyjść z moich ust. Dziewczyna zesztywniała na chwilę. Widziałem, że przyjęła moja słowa w najgorszy możliwy sposób.
- Oczywiście - w końcu odparła nieco szorstko i wyszła. Nezumi odprowadził ją wzrokiem z błyskiem zwycięstwa. Zaległa cisza, którą przerwał dopiero Nezumi.
- Kotku? - zapytał, a ja skrzywiłem się na skojarzenie dwóch osób i tego samego słowa. Chłopak cofnął się krok, a ja zorientowałem się, że znowu ktoś nie zrozumiał, co chciałem przekazać. Zawsze tak było, ale zazwyczaj chociaż Nezumi wiedział, jakie były moje prawdziwe intencje. Nie tym razem.
- Nezumi... przepraszam - wymamrotałem. - To nie o to chodzi - wstałem z łóżka i chwiejnym krokiem podszedłem do niego. Zachwiałem się i Nezumi złapał mnie w ostatniej chwili.
- Wszystko w porządku? - pokiwałem tylko głową. - Wszystko będzie dobrze - brunet pocałował mnie lekko we włosy, przytrzymując przy sobie.
- Nezumi...? - zawahałem się, czy pytanie było tym, które mogę zadać.
- Tak?
- Ty... ty mnie nie zostawisz, prawda? Wiesz, że ja nie chciałem... - głos mi uwiązł w gardle, nie mogłem dokończyć. Nezumi tym razem wpasował się w mój tok rozumowanie i od razu zorientował się, o czym mówię. Poczułem, jak jego mięśnie sztywnieją, a pięść zaciska się na moim ramieniu, pozostawiając czerwony ślad przekrwienia.
- Kiedy? - spytał w końcu. Nie mogłem odpowiedzieć na to pytanie. Schowałem głowę w jego koszuli, nie tamując już łez. Zrozumiał, że trochę przesadził, bo rozluźnił uścisk i ponownie pocałował mnie we włosy.
- Przepraszam, mały - wymruczał.
- Nezumi... - zacząłem, a on tylko mruknął nieartykuowanie, dając mi do zrozumienia, że mnie słucha. - Już zachodzi słońce - stwierdziłem. Wiedziałem, że Nezumi ukochał sobie zachody, kiedy cienie są najdłuższe.
- Oczywiście - wymruczał mi do ucha niskim tonem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz