wtorek, 15 października 2013

Od Nezumiego

Gdy zorientowałem się, że Shino zupełnie nie kontroluje tego, co się dzieje, było już niemal za późno. Zignorowałem zupełnie starającą się zwrócić na mnie uwagę dziewczynę i puściłem się pędem do sali lekcyjnej. Na skraju mojej świadomości zobaczyłem obraz całującego Yuu. Przyspieszyłem, krew się we mnie gotowała. Wpadłem jak burza, ale najwyraźniej nie byłem już potrzeby. Na środku pokoju stał Eagle z uśmieszkiem pogardy na twarzy. Trzymał w ręku długą, wąską katanę, ale nie dostrzegłem na niej śladu krwi.
- Żyjesz? - spytał Shino. W jego głosie nie było szacunku, ale na szczęście nie wyczuwałem też niczego innego prócz pewności siebie i radości z możności walki, choćby tak skrawkowej. Shino tylko pokiwał, zbyt przerażony, żeby cokolwiek powiedzieć. Widziałem w jego, zwykle pogodnych i delikatnych oczach koloru kruczych skrzydeł, że jest w panice. Eagle zauważył mnie i lekko usunął się, dając mi znak, żebym uspokoił jakoś dziedzica.
- Pilnowałem go już od dłuższego czasu - stwierdził. Wiedziałem, że mówi tylko do mnie i że ma na myśli Yuu. Między mną a Eagle'em nie było większych więzi emocjonalnych, ale dość często wymienialiśmy się przydatnymi dla drugiej strony informacjami, więc dość dobrze się dogadywaliśmy. - Dopiero dzisiaj rano dostałem wiążące dowody, a wcześniej była tu siksa cesarzowej - pomimo dosyć wulgarnego języka nie miał zatargu z Aiko. Pamiętałem ją, bo dość długi odcinek czasu Eagle podejrzewał ją o agenturę, co oczywiście było nieprawdą.
- Nie zabiłeś go? - było to raczej formalne pytanie z lekką dozą ciekawości. 
- Po co? Zdrajcy nie są godni szybkiej śmierci - uśmiechnął się, a ja zerknąłem na niego kątem oka, starając się przekazać niewerbalnie, żeby zszedł z tonu. Shino drżał cały siedząc na moich kolanach. Delikatnie głaskałem go po plecach, mrucząc słowa uspokojenia.
- Wezwałeś już psy cesarskie? - wolałem się upewnić. Nie miałem nic do straży, każdy mówił na nich psy przez duchy pomocnicze pod postacią psowatych.
- Oczywiście, że tak. Będą za jakieś trzy, góra cztery minuty - miał dosyć znaczący ton "jeśli nie chcesz wpakować swojego szczeniaka w przesłuchania teraz, to go stąd zabieraj". Westchnąłem i wziąłem Shino na ręce. Nie zaprotestował, co tylko potwierdzało jego stan.
- Nezu... ja - zaczął, ale go uciszyłem delikatnie.
- Cii... najpierw ochłoń chociaż trochę, potem mi wszystko powiesz, dobrze? - tylko skinął głową. Wyszłem z nim na rękach, starając się wybrać jak najmniej uczęszczaną trasę.
- Shino! - usłyszałem za sobą głos ze sztuczną troską dźwięczącą w sopranowym tonie. Przystanąłem, choć nie byłem zbyt zadowolony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz