poniedziałek, 21 października 2013

Od Eagle'a

- Eagle! Co ty do cholery wyprawiasz! - a mogło być tak pięknie.
- O, Hay - z rezygnacją wypuściłem dziewczynę. Jedyne pocieszenie stanowiła jej mina, gdy próbowała złapać oddech.
- Też się cieszę, że cię widzę - westchnął Hawk. - Pytałeś ją już?
- Właśnie miałem to zrobić, gdy ktoś mi brutalnie przerwał - odpowiedziałem ze znaczącym uśmiechem.
- Ty normalnie jesteś niereformowalny - Hawk przeszedł obok mnie, klepiąc mnie po ramieniu. - Więc - zwrócił się do dziewczyny. - jak już Eagle mówił, bądź i nie, potrzebujemy twojej pomocy.
- Nie, żeby coś się stało, jak znajdzie się jedna więcej ofiara wojenna - dodałem kąśliwie. Szczeniara naprawdę jeździła mi po nerwach. Co więcej, zdecydowanie wolałem poparcie Nezumiego, z którego można było mieć zupełnie spory zysk, jak jakiejś szlacheckiej dupy.
- Eagle! Dosyć tego. Sam mówiłeś, że Ilion nam ratuje tyłki. I to dość poważnie.
- Jaki znowu Ilion, o co chodzi? To nie jest niiońskie imię - zauważyła (jakże spostrzegawcza). Aż prychnąłem ze śmiechu, na co oberwałem od Hayato z łokcia w bok. Nie, żeby bolało, ale uciszyłem się i tak, dając mu mówić.
- Ilion jest kreskim konstruktorem, z którym już od dość dawna współpracuje nasza armia. Jakiś rok temu wyjechał z celach rodzinnych i staremu się najwyraźniej nie śpieszy z powrotem.
- I co ja niby mam z tym wspólnego?
- Mówiłem ci, że nie warto - westchnąłem. - To i tak cud do podręczników, że takie coś przeżyło na tym świecie te całe dziesięć lat.
- Eagle! Do cholery jasnej, za chwilę tu dojdzie do rękoczynu! - Hawk machnął na mnie pięścią, celowo nie trafiając. Odskoczyłem ze śmiechem jakieś dwa metry w tył.
- Dobrze, już dobrze. Kontynuuj, bo aż jestem ciekawy, w którym momencie pojawi się jakaś biała komórka. Bo na szare nie ma co liczyć - ze śmiechem obserwowałem, jak dziewczyna waha się wewnętrznie między oburzeniem, urażoną dumą, a czymś, co jest odpowiednikiem instynktu samozachowawczego u najbardziej prymitywnych istot żywych.
- Twój ojciec ma duże wpływy w Kresii, prawda? Chcemy, żeby poprzez swoich ludzi sprowadził nam Iliona z powrotem.
- Ale ja przecież... - nie dałem jej dokończyć.
- Idę zobaczyć, co z cesarskim szczenięciem i plikami od Owla. Trzymaj się, jedyna istoto myśląca! - machnąłem przez plecy Hayato. W moim kierunku poleciał but, nawet do końca nie byłem pewny, czyj. Bez problemu do ominąłem. Wyszedłem przez okno na podbudówkę i udałem się księżycowym szlakiem po dachach, aż do okna cesarskiego szczenięcia.

niedziela, 20 października 2013

Od Yuki

Opuściłam pokój Shino z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony denerwowało mnie, że zostałam wyproszona z pokoju. Co prawda bardzo grzecznie i w ogóle, ale jednak... Z drugiej strony cały czas martwiłam się o narzeczonego i żadne jego zachowanie nie potrafiło tego zmienić. Bałam sie, że to coś naprawdę poważnego i nawet upragniona samotność nie pomoże Shino się pozbierać.
Dręczona takimi myślami nie zauważyłam nawet kiedy tuż przede mną zmaterializowal się jeden z cesarskich szpiegów. Dostrzegłam go dopiero kiedy odezwał się oschlym tonem. 
- Jest interes 
- Słucham? - uniosłam brwi ze zdumienia 
- Powiedziałem, że mam do ciebie interes, sikso - powtórzył dobitnie, a ja stężałam na samo wspomnienie kłótni z Nezumim 
- Jeśli nie będziesz uważał na słowa to moją pomoc otrzymasz jedynie w marzeniach - syknęłam 
- Jaka drażliwa! - zawołał z przekąsem - Cóż się dziś stało naszej księżniczce? Narzeczony nie obsypał różami? 
Nie odpowiedziałam tylko odwrócilam się na pięcie i odeszłam z wysoko podniesioną głową. Nie zaszłam daleko. Szpieg zmaterializowal się tuż przede mną i chwytając za ramiona, mocno przyszpilił do ściany. W jego oczach pojawiły się złowrogie iskierki.
- Pomożesz mi mała sikso albo nie zostanie z Ciebie wiele.... 
- Eagle! Co ty, do cholery wyprawiasz? - chłopak odskoczył jak opatrzony, słysząc męski głos za swoimi plecami. 

środa, 16 października 2013

Od Eagle

Ziewnąłem przeciągle, gdy Nezumi wyszedł z dzieciakiem cesarskim. Przeciągnąłem się i zauważyłem kątem oka, że Yuu, a właściwie Yuchimov, próbuje się doczołgać do drzwi pokoju nauczyciela. Kopnąłem od tyłu krzesło, które przejechało przez pół sali i trzasnęło z hukiem o futryny, omal nie rozpadając się na pół. Zauważyłem w oczach mężczyzny strach. Uśmiechnąłem się zadowolony. Uwielbiałem przerażenie swoich ofiar, karmiłem się nim.
- Nie jesteś zbyt wielkim optymistą? - spytałem z rozbawieniem. Ten tylko wstrząsnął się w dreszczu. Patrzył się na laptopa, leżącego jeszcze jakimś cudem nieruszony na stole. - A, tak, dziękuję za przypomnienie - wyłączyłem komputer i schowałem go do torby pod płaszczem. Mało kto rozumiał, dlaczego nosiłem długi płaszcz nawet pomimo upału. Wbrew opinii nie było mi w nim gorąco, a schowane pod nim przedmioty nigdy nie powinny być dostrzegalne dla ogółu. W końcu, kto czuje się bezpiecznie obok faceta z czterema sztyletami, pistoletem i krótkim mieczem? Nawet, jeśli miałem przy pasie długą katanę, jak teraz, nie wzbudzało to zbyt wielkiego zamieszania, było tylko oznaką wysokiego statusu. Wreszcie pojawiły się psy. Ich szef tylko zerknął na mnie, a ja kiwnąłem mu i wyszedłem. Nie widziałem potrzeby tłumaczenia się mrówkom. Wskoczyłem przez mur na drzewo, a poprzez nie na dach niskiego pałacu. Zawsze poruszałem się zapomnianymi zaułkami i po dachach, jak kot. Z resztą, moim mistrzem Cieniem był Kot, więc nic w tym dziwnego nie było. Pogoda była wręcz wspaniała na wędrówkę, słońce rzucało dużo mocnych cieni, nie wymuszających na mnie niemal w ogóle używania zaawansowanych technik.
- Cześć, Ken! - wskoczyłem przez okno do biura Owla. Był dowódcą-naukowcem i zajmował się zazwyczaj analizą techniczną informacji, które potrzebowałem mieć szczegółowo omówione.
- Eagle! - po twarzy mężczyzny przemknął cień strachu. Znowu udało mi się go złapać na gorącym uczynku. Owl, pomimo swoich wielu zalet, miał również jedną, ale za to znaczącą, wadę - zamiłowanie do wszystkiego, co obce. Nie zdziwiłem się więc, gdy mignął mi tytuł naprędce chowanej przez niego książki. Nie wiedziałem, co on oznacza, ale napisany był kwadratowym pismem z Rossirji. Zaśmiałem się ze szczerą wesołością.
- Masz czas, prawda Ken? - spytałem. Owl nie cierpiał, gdy tak do niego mówiłem. - Sprawdź mi, co możesz zrzucić z tego komputera, dobra? - wyłożyłem na kawałek wolnego biurka laptopa Yuchimova.
- A nie możesz się zapytać poprzez Nezumiego panicza Shino? Dobrze wiesz, że zdecydowanie lepiej zna się na elektronice - stwierdził, przechodząc do stanowiska z jakimiś bulgoczącymi chemikaliami. Podniósł lekko przykrywkę, po czym założyl ją z powrotem, niezadowolony z efektu.
- Nie tym razem. Szczeniak przez najbliższe dni będzie zupełnie bezużyteczny - stwierdziłęm.
- Eagle... - wiedziałem, że zaczął właśnie swoją gadaninę. - Po pierwsze, to nie szczeniak, tylko panicz Shino. A po drugie - Markus, sprawdź mi bacesilicum - nie zapominaj, kto cię wziął do - i co? - domu cesarskiego i dzięki komu - dobra, przełóż je na pożywkę - masz swojo futro w jednym kawałku. O nie tu, na inscemicum - Owl podbiegł i złapał w ostatniej chwili jakąś papkęzanim wleciała to białawego śluzu. Jego duch, Marcus deGaule wydawał się być speszony swoją pomyłką.
- Przecież ustalaliśmy, że najpierw robimy próbę bezwarunkową, prawda? - Owl zsunął z palety poprzednio uratowaną papkę doczegoś, co dla mnie wyglądało identycznie do tego pierwszego, ale najwyraźniej było czymś innym. - Dobra, Eagle, potrzebujesz coś jeszcze? - spytał mnie, zerkając przez ramię.
- Nie przypominam sobie, zakończyłem większość ostatnich tropów - odpowiedziałęm wzruszając ramionami.
- Czyli masz czas, tak?
- A co? - spodziewałem się najgorszego.
- Mógłbyś to dla mnie ponosić kilka dni? - podał mi coś, co podejrzewałem o bycie rękawiczką. Przy charakterze Owla ni było jednak pewności nigdy, jeśli chodziło o jego wynalazki. - Sprawdź ją na wytrzymałość. Hayato ostatnio narzekał, że rękawice lekkiej piechoty są za mało wytrzymałe i wielkie, więc spróbowałem ze sprasowaną superfibrą. Mam nadzieję, że wytrzyma.
- Co dokładnie chcesz sprawdzić? - chciałem się upewnić.
- Wytrzymałość, wygodę, odporność na pot i temperaturę i próbę noży - odpowiedział mi. Skinąłem tylko, wziąłem rękawiczkę do ręki i wyskoczyłem przez okno na dach poniżej.

wtorek, 15 października 2013

Od Shino

Nie do końca rozumiałem, co się wokoło mnie dzieje. Yuki była ostatnią osobą, którą chciałbym w tej chwili widzieć - w chwili słabości, bezbronny niemalże. Nie chciałem, żeby się kłóciła z Nezumim.  Położyłem rękę na jej i już miałem coś powiedzieć, gdy zaczęła się bawić moimi włosami. Głos ugrzązł mi w gardle, ale na szczęście zebrałem się na siłę, by go z powrotem odnaleźć.
- Yuki... - zacząłem, niezbyt pewny, jak ubrać w słowa to, co chciałem jej przekazać,by nie zrozumiała mnie opacznie. - Możesz mnie zostawić samego? - w końcu spytałem. Byłem świadomy, jak to brzmi, ale nic innego nie chciało wyjść z moich ust. Dziewczyna zesztywniała na chwilę. Widziałem, że przyjęła moja słowa w najgorszy możliwy sposób.
- Oczywiście - w końcu odparła nieco szorstko i wyszła. Nezumi odprowadził ją wzrokiem z błyskiem zwycięstwa. Zaległa cisza, którą przerwał dopiero Nezumi.
- Kotku? - zapytał, a ja skrzywiłem się na skojarzenie dwóch osób i tego samego słowa. Chłopak cofnął się krok, a ja zorientowałem się, że znowu ktoś nie zrozumiał, co chciałem przekazać. Zawsze tak było, ale zazwyczaj chociaż Nezumi wiedział, jakie były moje prawdziwe intencje. Nie tym razem.
- Nezumi... przepraszam - wymamrotałem. - To nie o to chodzi - wstałem z łóżka i chwiejnym krokiem podszedłem do niego. Zachwiałem się i Nezumi złapał mnie w ostatniej chwili.
- Wszystko w porządku? - pokiwałem tylko głową. - Wszystko będzie dobrze - brunet pocałował mnie lekko we włosy, przytrzymując przy sobie.
- Nezumi...? - zawahałem się, czy pytanie było tym, które mogę zadać.
- Tak?
- Ty... ty mnie nie zostawisz, prawda? Wiesz, że ja nie chciałem... - głos mi uwiązł w gardle, nie mogłem dokończyć. Nezumi tym razem wpasował się w mój tok rozumowanie i od razu zorientował się, o czym mówię. Poczułem, jak jego mięśnie sztywnieją, a pięść zaciska się na moim ramieniu, pozostawiając czerwony ślad przekrwienia.
- Kiedy? - spytał w końcu. Nie mogłem odpowiedzieć na to pytanie. Schowałem głowę w jego koszuli, nie tamując już łez. Zrozumiał, że trochę przesadził, bo rozluźnił uścisk i ponownie pocałował mnie we włosy.
- Przepraszam, mały - wymruczał.
- Nezumi... - zacząłem, a on tylko mruknął nieartykuowanie, dając mi do zrozumienia, że mnie słucha. - Już zachodzi słońce - stwierdziłem. Wiedziałem, że Nezumi ukochał sobie zachody, kiedy cienie są najdłuższe.
- Oczywiście - wymruczał mi do ucha niskim tonem.

Od Yuki

Przesłuchania jeńców zawsze źle na mnie działały. Byłam psychicznie wyczerpana i postanowiłam skorzystać z zaproponowanej przez cesarzową Iromiku gościny. Pospiesznie opuściłam więzienia i udałem się do ustronnej części pałacu gdzie znajdował się mój pokój. Mniej wiecej w połowie drogi usłyszałam podejrzane odgłosy z jednej z komnat, a po chwili jej drzwi się otworzyły. Zobaczyłam Nezumiego, który szparkim krokiem opuścł komnatę i skierował się w stronę cesarskich apartamentów. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że chłopak niesie na rękach cesarskiego syna, który wyglądał na bliskiego omdlenia. Na jego twarzy malowało się przerażenie, a z oczu wyzierała panika....
- Shino! - zawołałam zatroskana 
Nezumi mnie usłyszał i przystanął niechętnie.
- Co się stało? - zapytałam, wskazując narzeczonego - Dlaczego on jest w takim stanie? 
- Dziedzic potrzebuje odpoczynku - burknął wymijająco, chcąc żebym się odczepiła 
- Widzę - warknęłam - Ale chcę wiedzieć dlaczego 
- Ja też - wściekł się - A nie dowiem się tego jeśli taka jedna perfidna siksa nie odczepi się od Shino raz na zawsze! - Nezumi wyraźnie stracił cierpliwość
Miałam zamiar mu odpyskować, że prędzej przejdę na stronę Rossorji niż pozostawię narzeczonego i że nie ma prawa mówić mi co mam robić, a czego nie, ale spostrzegłszy błagalne spojrzenie Shino w porę ugryzlam się w język. 
- Zanieś Shino do apartamentów - poprosiłam słodko - Musi odpocząć zanim powie nam co się stało
- Jak to "nam"?! - wydarł się - Nie chcę cię tam widzieć! 
- Na szczęście to nie ty o tym decydujesz - odparłam spokojnie 
Nezumi zazgrzytał zębami ze złości, ale nie miał wyboru i ruszył w kierunku apartamentu. Szedł szybko, myśląc chyba, że mnie zgubi, ale coś nie bardzo mu to wyszło. Wreszcie doszliśmy we właściwe miejsce. Otworzyłam drzwi komnaty tak by chłopak mógł swobodnie wnieść dziedzica. Nezumi położył Shino na wielkim łóżku po czy usiadł sztywno na jego skraju. Ja przysiadłam nieco bliżej, a narzeczony niemal odrazu złapał mnie za rękę. Nie protestowałam, widząc, że to go uspokaja.  Zaczęłam delikatnie głaskać chłopaka po ciemnej czuprynie i szeptać czułe, uspokajające słowa. Nezumi przyglądał się temu wręcz nienawistnym wzrokiem, ale ignorowałam go. Teraz liczył się tylko Shino. 

Od Nezumiego

Gdy zorientowałem się, że Shino zupełnie nie kontroluje tego, co się dzieje, było już niemal za późno. Zignorowałem zupełnie starającą się zwrócić na mnie uwagę dziewczynę i puściłem się pędem do sali lekcyjnej. Na skraju mojej świadomości zobaczyłem obraz całującego Yuu. Przyspieszyłem, krew się we mnie gotowała. Wpadłem jak burza, ale najwyraźniej nie byłem już potrzeby. Na środku pokoju stał Eagle z uśmieszkiem pogardy na twarzy. Trzymał w ręku długą, wąską katanę, ale nie dostrzegłem na niej śladu krwi.
- Żyjesz? - spytał Shino. W jego głosie nie było szacunku, ale na szczęście nie wyczuwałem też niczego innego prócz pewności siebie i radości z możności walki, choćby tak skrawkowej. Shino tylko pokiwał, zbyt przerażony, żeby cokolwiek powiedzieć. Widziałem w jego, zwykle pogodnych i delikatnych oczach koloru kruczych skrzydeł, że jest w panice. Eagle zauważył mnie i lekko usunął się, dając mi znak, żebym uspokoił jakoś dziedzica.
- Pilnowałem go już od dłuższego czasu - stwierdził. Wiedziałem, że mówi tylko do mnie i że ma na myśli Yuu. Między mną a Eagle'em nie było większych więzi emocjonalnych, ale dość często wymienialiśmy się przydatnymi dla drugiej strony informacjami, więc dość dobrze się dogadywaliśmy. - Dopiero dzisiaj rano dostałem wiążące dowody, a wcześniej była tu siksa cesarzowej - pomimo dosyć wulgarnego języka nie miał zatargu z Aiko. Pamiętałem ją, bo dość długi odcinek czasu Eagle podejrzewał ją o agenturę, co oczywiście było nieprawdą.
- Nie zabiłeś go? - było to raczej formalne pytanie z lekką dozą ciekawości. 
- Po co? Zdrajcy nie są godni szybkiej śmierci - uśmiechnął się, a ja zerknąłem na niego kątem oka, starając się przekazać niewerbalnie, żeby zszedł z tonu. Shino drżał cały siedząc na moich kolanach. Delikatnie głaskałem go po plecach, mrucząc słowa uspokojenia.
- Wezwałeś już psy cesarskie? - wolałem się upewnić. Nie miałem nic do straży, każdy mówił na nich psy przez duchy pomocnicze pod postacią psowatych.
- Oczywiście, że tak. Będą za jakieś trzy, góra cztery minuty - miał dosyć znaczący ton "jeśli nie chcesz wpakować swojego szczeniaka w przesłuchania teraz, to go stąd zabieraj". Westchnąłem i wziąłem Shino na ręce. Nie zaprotestował, co tylko potwierdzało jego stan.
- Nezu... ja - zaczął, ale go uciszyłem delikatnie.
- Cii... najpierw ochłoń chociaż trochę, potem mi wszystko powiesz, dobrze? - tylko skinął głową. Wyszłem z nim na rękach, starając się wybrać jak najmniej uczęszczaną trasę.
- Shino! - usłyszałem za sobą głos ze sztuczną troską dźwięczącą w sopranowym tonie. Przystanąłem, choć nie byłem zbyt zadowolony.

poniedziałek, 14 października 2013

Od Shino

- Przepraszam, Nezumi – zdążyłem jedynie wymamrotać zanim dziewczyna mnie zaciągnęła do sali lekcyjnej. Znałem ją dość dobrze, choć niezbyt pamiętałem, jak ma na imię. Często jednak spotykałem ją w towarzystwie matki. Przez drogę cały czas przy tym coś mówiła, ale nie słuchałem jej wyjątkowo. Moje myśli zaprzątała przyszła konfrontacja z nauczycielem. Gdy tylko wszedłem do sali, poczułem ruch w kieszeni kurtki. Z dziury wyłoniła się czarna myszka, ledwie widoczna na tle ubrania. Uśmiechnąłem się lekko na widok małego szpiega Nezumiego. Mysz schowała się z powrotem w cień, na szczęście niezauważona przez nikogo innego.
- Co ty sobie, szczeniaku wyobrażasz, co? To, że twoja matka jest porządną kobietą nie oznacza, że mam obowiązek przenoszenia tych uczuć na takiego smarkacza jak ty. Masz szczęście, że jestem na tyle wyrozumiały – prychnął nauczyciel Yuu z pogardą. Podejrzewałem już, czego mogę się spodziewać w najbliższym czasie. Lekcja przebiegła nad wyraz spokojnie. Byłem prawie pewny, że to tylko przez obecność gościa utrzymywała w nauczycielu Yuu maskę przykładnego mentora. Gdy wreszcie po dwóch godzinach zajęcia z matematyki stosowanej dobiegły końca, dziewczyna posłana przez moją matkę wstała i wyszła, nie podejrzewając, by była jeszcze do czegoś potrzebna. W momencie, gdy drzwi się za nią zamknęły, nauczyciel Yuu uśmiechnął się niedwuznacznie. Przełknąłem ślinę.
- Myślałeś, gówniarzu, że ci odpuszczę, co? Twoja mamuśka jest zbyt przewidywalna, żeby cię nie ściągnęła. Trzeba było bardziej się wysilić przy znajdowaniu kryjówki. A teraz, jeśli pozwolisz, kotku, wrócimy do pracy – mężczyzna postawił przede mną laptopa. Skrzywiłem się, wiążąc jego „kotka” ze słowami Nezumiego. Wiedziałem, że teraz obserwuje całą sytuację, a jedyne, co go powstrzymuje przed interwencją do zdrowy rozsądek i chęć dowiedzenia się czegoś więcej.  Byłem w kompletnej panice i było to po mnie widać.
- No już, kotku, bierz się do pracy – ponaglił mnie, kiwając nożem wojskowym na sprzęt. Zamknąłem oczy, próbując się uspokoić. Otworzyłem klapkę laptopa i włączyłem go. Czułem na sobie wzrok mężczyzna, gdy wchodziłem na narzędzie programujące. Jedna linijka. Druga. Trzecia. Zatrzymałem się, szukając oczami drogi ucieczki. Wiedziałem, że już kończę program, a stworzenie go z błędami było jeszcze mniej bezpieczne, niż nie stworzenie go wcale.
- Co jest? Przecież nie masz zastoju literackiego, co? – nauczyciel Yuu stanął za mną i objął mnie ręką w pasie, a drugą, uzbrojoną w nóż przybliżył moją twarz do swojej. – Potrzebujesz motywacji? – spytał, po czym nasze usta się spotkały. Spróbowałem się wyrwać, ale nóż skutecznie odciągnął mnie od dalszych prób. Wiedziałem, jak to się skończy. Nie szukałem tym razem cudów, skoro wcześniej ich nie było. Ku mojemu zdziwieniu cud jednak nastąpił. Czyjaś ręka, a raczej łapa, w ułamkach sekundy rozbroiły i odrzuciły w kąt pomieszczenia mężczyznę. W futrynie dostrzegłem Nezumiego. W jego oczach grało coś na wzór paniki. Paniki o mnie. Nie był pewny, czy podejść, czy czekać na rozwój wypadków.
- Żyjesz? – spytał mnie mój wybawca. Podniosłem do góry głowę i dopiero po chwili rozpoznałem patrzącą na mnie z lekką pogardą twarz.